Kinky Boots

Kilka miesięcy temu repertuar Teatru Dramatycznego w Warszawie został wzbogacony o nowy musical. Jego tytuł nic mi nie mówił, a informacja prasowa, że jest to spektakl sprowadzony na warszawską scenę z Broadwayu spowodował, że moje zainteresowanie tytułem nie było zbyt wielkie. Jednak po obejrzeniu Kinky Boots w reżyserii Eweliny Pietrowiak stwierdzam, że to przedstawienie powinni obejrzeć mężczyźni, kobiety a także wszystkie osoby, które jeszcze nie zdecydowały się na żadną z powyższych płci. Musical nie jest idealny, jego sceniczny kształt również pozostawił mi niedosyt, mimo to nie żałuję wizyty w Teatrze Dramatycznym.

Lola (Krzysztof Szczepaniak) i jej „Aniołki”. Fot. Krzysztof Bieliński

Kinky Boots to musical autorstwa Harveya Fiersteina i Cyndi Lauper. Twórcy wykorzystali scenariusz przygotowany przez Geoffa Deana i Tima Firtha do filmu o tym samym tytule. Pierwsza prezentacja filmowej opowieści na teatralnej scenie miała miejsce w 2012 roku, sukces realizacji musicalu w Chicago zaowocował jego pojawieniem się na Broadway, a w późniejszym czasie także wystawieniem przedstawienia w wielu innych miastach i krajach. Teatr Dramatyczny w Warszawie jest kolejną ze scen, które zdecydowały się w porozumieniu z agencją Music International Theatre (MTI) uzyskać licencję na musical i zaprezentować go swojej publiczności.

Charlie (Mateusz Weber). Fot. Krzysztof Bieliński

Fabuła musicalu koncentruje się na perypetiach Charliego Price’a (w tej roli Mateusz Weber), spadkobiercy fabryki butów. Rodzinny biznes, prowadzony od lat i przekazywany z pokolenia na pokolenie nie przynosi finansowych zysków. Pracownicy szyją męskie buty, których nikt nie kupuje. Wytrzymałość i eleganckie wykonanie przegrywa z niższą ceną chińskiego obuwia. Charlie gotowy jest zamknąć fabrykę i rozpocząć w Londynie nowe życie u boku ukochanej narzeczonej, jednak któregoś wieczoru los stawia na jego drodze Lolę (postać tę odgrywa Krzysztof Szczepaniak). Zjawiskowa artystka, gwiazda nocnych klubów, okazuje się być Simonem – młodym drag queen. Mężczyzna jest wielbicielem szpilek, które emanując seksem, dodają mu pewności siebie i stanowią ważny element jego występów. Jednak producenci tego typu obuwia nie tworzą go biorąc pod uwagę gabaryty męskiego ciała, dlatego też problemem Loli są łamiące się wysokie obcasy. Charlie i Simon postanawiają połączyć siły i stworzyć pierwsze seksowne szpilki dla mężczyzn. Ich produkt ma zrewolucjonizować świat transseksualistów, a także zapewnić dalszą działalność fabryce Charliego.

Akcja przedstawienia kilkakrotnie się komplikuje, pojawia się wątek miłosny, bohaterowie pokazują dobre i złe strony swoich charakterów, by w finale sztuki przejść metamorfozę. Fabuła okraszona została zabawnymi dialogami, różnorodnymi piosenkami, przykuwającymi uwagę scenami tańca (zwłaszcza Loli i jej „Aniołków”, a także Mariusza Drężka, który jako George tańczy brawurową solówkę w fabrycznym gabinecie).

Simon (Krzysztof Szczepaniak). Fot. Krzysztof Bieliński

Kinky Boots to musical broadwayowski, dostosowany do średniej wielkości sceny teatralnej. Dlatego też nie wykorzystuje się w nim rozbudowanej scenografii, tym bardziej, że większość wydarzeń rozgrywa się w fabrycznej hali. Metalowe rusztowania, ściany wypełnione prawidłami, stoły modelarskie to wszystko, co przygotowała autorka scenografii i kostiumów Aleksandra Gąsior. Artystka starała się dać ujście swojej wyobraźni w pomysłach na stroje noszone przez bohaterów, głównie w tych dedykowanych Loli i jej przyjaciółkom. Krzysztof Szczepaniak wygląda wspaniale w gorsetach pokrytych cekinami, żakietach mieniących się kolorami, sukniach z piórami i kabaretkach. Do tego świetnie śpiewa. Wykonywane przez niego utwory są najgoręcej oklaskiwane przez zgromadzonych w teatrze widzów i należy podkreślić, że jego obecność w obsadzie musicalu wpływa na jego poziom artystyczny. Towarzyszący mu na scenie aktorzy wcielający się w postacie „Aniołków” poruszają się na szpilkach zgrabniej niż niejedna kobieta. Na takim tle mniej efektownie wypada Charlie i pracownicy fabryki. Prozaiczność ich życia, szara codzienność, problemy z jakimi się borykają, mogą w pierwszej chwili wydawać się zgromadzonej na widowni publiczności bliższe, „normalniejsze”. Jednak zestawienie świata Loli i Charliego pokazuje jedno – że każdy człowiek pragnie być szczęśliwy i tolerowany bez względu na to, kim jest.

Do przedstawienia Eweliny Pietrowiak mam kilka zastrzeżeń. Pierwszym z nich jest tłumaczenie tekstów piosenek, które momentami jest nieprzemyślane i złe. Brakuje naturalności rytmu, płynności kolejnych padających ze sceny fraz. Aktorzy męczą się śpiewając. Michał Wojnarowski nie do końca sprawdził się jako tłumacz, a szkoda, gdyż kilka fragmentów udowadnia, że mogło być lepiej, śmieszniej i milej dla ucha („Jestem jak Maria Magdalena, z łydką do ogolenia”).

Drugim mankamentem jest poziom wokalny obsady. Krzysztof Szczepaniak porywa swoim głosem, słucha się go z prawdziwą przyjemnością. Śpiew Mateusza Webera pozostaje poprawny. Przypisane do kreowanej przez niego postaci piosenki nie ułatwiają mu występu, nie mniej Mateusz wypada lepiej aktorsko niż wokalnie. Śpiew pozostałych aktorów nie zapada w pamięć, po prostu wypełnia sobą kolejne minuty musicalu. Podobnie wygląda sprawa przygotowanych na potrzeby musicalu układów tanecznych. Nie są innowacyjne, trącą lekko nudą, jednak pojedyncze intensywniejsze momenty ratują ich ogólny odbiór.

Obsada musicalu w scenie finałowej. Fot. Krzysztof Bieliński

Mimo uwag, jakie mam do realizacji musicalu Kinky Boots w Teatrze Dramatycznym w Warszawie, polecam go. Fabuła przedstawienia zmusza do zastanowienia się nad kilkoma istotnymi kwestiami, ułatwiając ich przyswojenie za pomocą cekinów i piór. Dzięki takiej otoczce zapadają w pamięć i po powrocie do domu zmuszają do zastanowienia się nad własnymi poglądami i poziomem tolerancji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *