Ucieczka z kina „Polskość”

Po czym poznaje, że w teatrach rozpoczął się nowy sezon artystyczny? Po tym, że zaczyna  mi brakować dogodnych terminów na oglądanie spektakli.Przedstawieniem inaugurującym drugi sezon teatralny relacjonowany na blogu był występ kabaretu Pożar w Burdelu. Grupa artystyczna o polityczno-literackich ambicjach wystąpiła na Festiwalu Łódź Czterech Kultur, gdzie zaprezentowała spektakl/odcinek swojego programu noszący nazwę Ucieczka z kina „Polskość”. Występ trwał ponad dwie godziny, z ciężkim sercem muszę przyznać, że nie wzbudził mojego zachwytu. Ani entuzjazmu.

Scena ze spektaklu. Fot Kasia Chmura

Pożar w Burdelu to grupa artystów, którzy na co dzień występują w Warszawie. W swoich programach komentują aktualne sprawy związane z tym miastem, jednak nie tylko. W jednym z wywiadów twórca i reżyser kolejnych odcinków kabaretowej historii – Michał Walczak – przyznał, że grupa stara się obserwować problemy globalne, zmiany zachodzące w świecie i komentować je na scenie. Z kabaretem związani są popularni aktorzy, znani z teatrów dramatycznych i filmów fabularnych. Nie ukrywam, słynne nazwiska (zwłaszcza obecność Andrzeja Seweryna) przyciągnęły również mnie.

Ucieczka z kina „Polskość” reklamowana jest jako musical. To słowa bardzo nad wyrost. Pozwolę sobie przytoczyć w tym miejscu definicję musicalu autorstwa Marka Gołębiowskiego:

„Musical: przedstawienie muzyczno-dramatyczne, charakteryzujące się ciągłą fabułą i konsekwentną akcją, pełnym artystycznym równouprawnieniem oraz zintegrowaniem elementów wokalnych i tanecznych, które w równym stopniu uczestniczą w rozwoju fabuły. Muzyka oraz wokalistyka w musicalu są utrzymane w stylu piosenki popularnej, dialog zbliżony jest do słownictwa i rytmu mowy potocznej. Cechują go ponadto realizm fabuły oraz miejsca akcji.”

Wychodząc od powyższej definicji nie mogę się zgodzić ze stwierdzeniem, że spektakl obejrzany przeze mnie na łódzkim festiwalu był musicalem. Ucieczka z kina „Polskość” nie miała ciągłej fabuły – główny wątek historii przerywany był epizodycznymi scenkami, które wprawdzie są charakterystyczne dla Pożaru w Burdelu, jednak zakłócały spójny odbiór całego programu. Akcja również nie była prowadzona konsekwentnie, logiczne uzasadnienie działania niektórych postaci nie istniało. Równouprawnienie i zintegrowanie śpiewu i tańca nie miało miejsca. Aktorzy śpiewali przyzwoicie, raz lepiej, raz gorzej. Nie mniej taniec w tym przedstawieniu właściwie nie miał miejsca. Ruch sceniczny, próby układów choreograficznych – owszem. Niestety mizerne. Wykonywane na scenie piosenki popychały wprawdzie fabułę ku finałowi historii, jednak czy były sensowne? Nie mogę tego na 100% potwierdzić, ponieważ w Teatrze Muzycznym w Łodzi (gdzie prezentowano spektakl) pojawiły się problemy techniczne i mikrofony momentami nie działały. Złośliwość technologii.

Fot. HaWa

Muzyka i teksty utworów rzeczywiście były utrzymane w stylu popowym, słowa padające ze sceny ewidentnie należały do mowy potocznej. Jednak realizm fabuły i miejsca akcji w Ucieczce z kina „Polskość” można schować pomiędzy bajki. Podsumowując – nie był to musical, a spektakl muzyczny. W dodatku jak dla mnie zbyt polityczny. Wielokrotnie podkreślałam już na blogu, że polityki w teatrze nie lubię. Dlatego też z ulgą przyjęłam finał spektaklu.

Andrzej Seweryn jako Donald Trump. Fot. HaWa

Czy było w Ucieczce z kina „Polskość” cokolwiek, choćby najdrobniejszy szczegół, który mi się podobał? Owszem. Andrzej Seweryn w roli Donalda Trumpa. Zwłaszcza jego triumfalny wjazd na scenę na naturalnej wielkości modelu konia. Żałuję, że tylko tyle.

 

Blog o teatrze – recenzje spektakli, relacje z festiwali teatralnych

2 Replies to “Ucieczka z kina „Polskość””

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *