Bóg małych rzeczy

Bóg małych rzeczy to jeden z najsmutniejszych spektakli, jakie miałam okazję obejrzeć w sezonie artystycznym 2016/2017. Adaptacja powieści Arundhati Roy przygotowana przez Marcina Brzozowskiego rozgrywana jest w doskonałym tempie, który nie doskwiera widzom, pozwalając im powoli zagłębić się w świat widziany oczami dwójki rodzeństwa – Rahel i Estha.

Fot. HaWa

Ze wspomnień przywoływanych przez bliźnięta wyłania się obraz Ajemenem, miasteczka w zachodnich Indiach, gdzie bohaterowie mieszkali ze swoją matką, a także pozostałymi członkami wielopokoleniowej rodziny. Nad beztroskim życiem dzieci, jak cień unosił się rozwód rodziców, a także dyskryminacja kastowa, wciąż silna w ich środowisku. Osamotnione bliźnięta, mimo obecności licznej rodziny, z radością odnosiły się do odwiedzin angielskiej kuzynki Sophie Mol. Dzieci miały wypełniać swój czas zabawą i radością. Niestety los nie sprzyjał młodym bohaterom, okazując się dla nich wyjątkowo okrutnym.

Przedstawienie Bóg małych rzeczy w łódzkim Teatrze Szwalnia stara się w skondensowanej formie pokazać realia życia w Indiach, tak malowniczo ale również melancholijnie i nie bez wyrzutów opisane na łamach powieści. Twórcy przedstawienia wybrali z liczącej ponad trzysta stron książki wątki i motywy niezbędne do ułożenia wciągającej, przepełnionej liryczną atmosferą opowieści. W ich spektaklu nie ma scen zbędnych. Każde słowo, każdy gest jest przemyślany i przepełniony treścią. Nie są to puste znaki teatralne. Nie wszystkie sekwencje wypadają idealnie, jednak jako całość niosąca znaczenie i sens, realizacja Marcina Brzozowskiego ma wysoki poziom artystyczny.

Fot. HaWa

Problemem dla widzów, którzy nie spotkali się wcześniej z powieścią oraz pojawiającymi się na jej kartach bohaterami, może być wielość zazębiających się wątków. Jest to fascynujące podczas czytania książki, jednak w spektaklu może budzić wątpliwości odbiorcze. Nie mniej, to tajemnica związana z przerwanym dzieciństwem dwójki bohaterów, jest najistotniejszą częścią opowieści, jej przedwczesne odkrycie nie jest możliwe ani wskazane.

W Bogu małych rzeczy wykorzystywana jest interesująca scenografia, zwłaszcza ściana zbudowana z półek i stojących na nich słoików, przedstawiająca wnętrza rodzinnej fabryki przetworów. To na jej tle rozgrywają się radości i nieszczęścia młodych bohaterów, a także ich pogrążonej we własnym świecie matki. Niemożliwa do spełnienia miłość przytłacza kobietę, wpływając na jej relacje z dziećmi, z sąsiadami.

Fot. HaWa

W przedstawieniu występują studenci wydziału aktorskiego Państwowej Szkoły Filmowej w Łodzi.  Anna Bolewska, Anna Bieżyńska, Anna Biernacik, Mateusz Więcławek, Mateusz Czwartosz, Oskar Borkowski wcielający się w odmienne postacie pokazali siłę tkwiącą w młodości i talent, wart dalszego doskonalenia w „Filmówce”. Mimo smutnej historii opowiadanej w spektaklu, patrzenie na ich grę sceniczną sprawiało estetyczną przyjemność.

Tę dostarczała również oprawa muzyczna, zapewniana przez Barbarę Drążkowską. Grane przez nią na żywo melodie stanowiły nienachalne, pełne smaku dopełnienie przedstawienia.

Teatr Szwalnia zakończył sezon artystyczny 2016/2017 Bogiem małych rzeczy. Można mieć tylko nadzieję, że jesienią przedstawienie wróci na deski tej sceny. Jest to bowiem spektakl wart uwagi, przejmujący w swej treści, niepozbawiony odrobiny melancholii i tęsknoty za zmarnowanymi, odrzuconymi szansami. Chętnie obejrzę go raz jeszcze.

Fot. HaWa
Blog o teatrze – recenzje spektakli, relacje z festiwali teatralnych

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *