Les 3 Mousquetaires

Najlepsze musicale powstają w Paryżu. Nie na West Endzie, ani na Broadwayu. Stolica musicalu jest jednocześnie stolicą Francji. 


Musical Les 3 Mousquetaires miał swoją premierę 29 września 2016 roku. Zgodnie ze standardami dużych produkcji, przez kilka miesięcy widowisko można było oglądać w Paryżu, później ruszyło w trasę koncertową po Francji i Belgii. Kupiłam bilet na spektakl wystawiany w hali „Forest National” w Brukseli i postanowiłam na żywo poczuć emocje, które do tej pory towarzyszyły mi podczas oglądania nagrań francuskich musicali. Mam nadzieję, że wrażenia z przedstawienia zostaną ze mną na długo.

Les 3 Mousquetaires
Olivier Dion jako D’Artagnan. Autor: nieznany

Les 3 Mousquetaires to dwugodzinny musical wyprodukowany przez sztab ludzi odpowiedzialnych za sukces widowiska Robin des Bois. W przypadku francuskich, dużych musicali, większa odpowiedzialność i presja spoczywa na producentach, niż na reżyserze. To ich nazwiska sygnują dane widowisko. Potencjalni widzowie kojarzą wizerunki producentów ze spektaklami, które mieli okazje oglądać, bądź słyszeli o nich i nauczeni doświadczeniem, decydują się na zakup biletu na kolejne show tej samej ekipy. W Polsce to reżyser przedstawienia jest ceniony lub nie, we Francji producent. To on może najwięcej zyskać lub stracić w przypadku klapy danego widowiska. W moim przypadku do zakupu biletu na Les 3 Mousquetaires nie przekonały mnie nazwiska zespołu producenckiego, tylko muzyka.

Victoria en Les 3 Mousquetaires comedie musicale
Victoria (najlepszy głos w musicalu) jako Królowa. Autor: nieznany

Z pierwszą piosenką pochodzącą z tego przedstawienia spotkałam się rok temu. „Wpadła mi w ucho” na tyle, bym zaczęła interesować się przygotowaniami do premiery widowiska i zaangażowaną do udziału w nim obsadą. Sporą radość sprawił mi fakt, że kilkoro artystów znałam z innych, obejrzanych wcześniej musicali, przez co nabrałam przekonania, że Les 3 Mousquetaires nie może okazać się złym spektaklem. Intuicja miała rację. Widowisko było świetne 🙂
Najpierw lista plusów:
muzyka – połączenie romantycznych ballad z klubowymi rytmami, przy piosenkach z musicalu da się tańczyć, 
teksty piosenek – nie wszystkie są porywające (kilka po przełożeniu na język polski brzmi jak frazy z disco polo), lecz generalnie ich autorzy wykorzystali bogactwo języka francuskiego i jego dźwięczność, dlatego piosenki zapadają w pamięć, 
obsada – gra dobrze, śpiewa bardzo dobrze, wygląda zjawiskowo. Ci ludzie są po prostu „zrobieni”; patrzenie na nich jest estetyczną przyjemnością. Kilka lat temu piszczałabym w pierwszym rzędzie przy każdym pojawieniu się na scenie przystojnego artysty, jednak doświadczenie życiowe (i zawodowe) sprawiło, że patrzyłam na tych ludzi i w duchu gratulowałam talentu stylistkom i charakteryzatorkom pomagającym im przygotować się do występu. Co nie zmienia faktu, że w polskich teatrach muzycznych nie spotyka się tak dopracowanych aktorów i aktorek. Niestety…
scenografia, a właściwie jej brak – musical „jeździ” od miasta do miasta. Jest to możliwe dzięki wykorzystaniu ekranów, rzutników, projekcji i ogromnej roli światła. Trójwymiarowe elementy scenografii użyte w Les 3 Mousquetaires można policzyć na palcach obu dłoni. Resztę stanowią projekcje. Ktoś mógłby się oburzyć i stwierdzić, że to wyznacznik komercyjnego podejścia, brak szacunku do widzów itd. Nie przesadzałabym. Dzięki zastosowaniu wizualizacji możliwa jest szybka zmiana miejsca akcji, budowanie nastroju, widzowie dostają konkretne informacje. Na scenie jest więcej miejsca dla artystów.
tancerze – w spektaklu występuje ich około 20 (nie mogłam się doliczyć w czasie ukłonów, na stronie internetowej musicalu wymienionych jest 21 nazwisk) i… jak oni tańczą! Ci ludzie są z gumy 😉 Umiejętności tanecznych i akrobatycznych można tylko pozazdrościć i oklaskiwać, co zresztą robiłam.
kostiumy – przepiękne, wskazujące na charakter postaci i jej status. W przypadku Muszkieterów zaskakująco elastyczne (w musicalu jest sporo scen pojedynków białą bronią), czego nie można powiedzieć o strojach bohaterek (solistki raczej nie popisują się w układach choreograficznych). Jednak artyści wyglądają w nich na tyle korzystnie, by wywołać efekt „wow”.

Les 3 Mousquetaires
David Bàn, Olivier Dion, Damien Sargue, Brahim Zaibat
jako Muszkieterowie. Auror: nieznany

Pora na wady:
czas trwania Les 3 Mousquetaires to krótki musical, trwa 2h. W jego fabule udało się zawrzeć tylko główny wątek intrygi opisanej przez Aleksandra Dumasa w powieści „Trzej Muszkieterowie”, która stanowi podstawę dla widowiska. Przez to charaktery postaci zostały zredukowane do minimum, bohaterowie nie mają przeszłości, nic nie zapowiada ich przyszłości. Trochę mi to przeszkadzało w odbiorze spektaklu.
soliści za mało tańczyli – chwaliłam francuskie musicale, jako miłą odmianę widowisk, w których wokaliści dobrze radzą sobie w tańcu. W przypadku tego spektaklu nie miałam okazji przekonać się o tym na żywo. Rozbudowane zadania choreograficzne przejął na siebie balet, do tego stopnia, że w musicalu są sceny, kiedy główni bohaterowie są jedynymi stojącymi bez ruchu postaciami, podczas gdy dookoła nich szaleją tancerze. Z jednej strony rozumiem, z drugiej strony trochę szkoda. Tym bardziej, że Golan Yosef (przyznam się: piszczałam za każdym razem, gdy się pojawiał na scenie) umiał jednocześnie śpiewać i tańczyć. Może za dużo wymagałam?
podkłady – nie było muzyki na żywo, solistom przygotowano podkłady. Wiem, że obecność zespołu muzycznego w trakcie trasy koncertowej zwiększyłaby jej koszty, lecz nie będę ukrywać, liczyłam na występ muzyków.
Z wad to już wszystkie 😉

Christophe Héraut (Kardynał Richelieu) i Emji (Milady). Fot. Cyril Moreau

Nawiążę teraz do kwestii, którą najbardziej cenię we francuskich produkcjach. Jest to podejście do widzów, a konkretnie… pozwalanie im na radość.
Co mam na myśli? Następującą sytuację. Jest finał musicalu, artyści śpiewają ostatnią piosenkę, stojąc tuż przy krawędzi sceny. Przy niej ustawiają się widzowie z pierwszych rzędów, choć nie tylko. Wiele osób na te ostatnie minuty spektaklu opuszcza swoje miejsca z tyłu i idzie pod scenę. Piosenka się kończy, artyści zostają nagrodzeni brawami, kłaniają się i… przyjmują prezenty. W polskim teatrze nie ma możliwości osobistego wręczenia kwiatów, drobnego upominku wokaliście, na występ którego się czekało. Obsługa techniczna nie pozwala na takie zachowanie, widzowie przez całe widowisko siedzą na swoich miejscach. W przypadku francuskich musicali jest odwrotnie. Nikogo nie dziwią ludzie stojący pod sceną, robiący sobie zdjęcia z ulubionym aktorem, przytulający go, zachwyceni występem. Osoby, które udają się pod scenę wzruszają się, w Brukseli kilkoro widzów się popłakało. Nie dziwi mnie to. Jeśli długo czekali na ten musical i po jego obejrzeniu mogli zamienić trzy słowa z artystami, osobiście podziękować za cudowny występ, to naprawdę zapamiętają taki wieczór na długo. Tego brakuje mi w polskim teatrze, w oglądanych przeze mnie widowiskach. Aktorzy i wokaliści są sztywni, cieszą się z oklasków, lecz spotkanie z nimi jest możliwe dopiero na tyłach teatru, długo po zakończeniu spektaklu. W przypadku osób, które przyjechały na dane widowisko z innego miasta, czekanie na ulubioną postać nie wchodzi w grę; wynajęty na potrzeby wycieczki autobus w końcu odjedzie. Uważam, że jest  to strasznie przykra sytuacja, tym bardziej, że ceny biletów na musicale w Polsce nie należą do najtańszych, a nie dają możliwości przeżycia radości ze spotkania z konkretnym artystą.

Zdjęcie obrazujące bliskość sceny i widowni. Autor: nieznany

Francuskie musicale to inna jakość teatru, odmienny sposób produkcji widowisk i podejścia do widza. Nie sądzę, aby w polskim teatrze muzycznym takie wzorce mogłyby zostać przyjęte, choćby z powodu różnic w usposobieniu obu nacji.

Podsumowując: wybranie się do Brukseli na Les 3 Mousquetaires to spełnienie mojego marzenia o obejrzeniu na żywo francuskiego musicalu. Widowisko bardzo mi się podobało, momentami zabawne, częściej melancholijne (popłakałam się dwa razy) zawiera w sobie wszystko, co najlepsze w tego rodzaju produkcjach. Dlatego czekam na nowy sezon artystyczny we Francji, na kolejne musicale i trasy koncertowe.

Zdjęcia wykorzystane we wpisie znalazłam w internecie. Siedziałam na balkonie na wprost sceny, jednak stwierdziłam, że nie chcę tracić możliwości obejrzenia widowiska na rzecz robienia zdjęć. Dotarłam tylko do autora jednej fotografii, reszta pozostaje anonimowa. 
Blog o teatrze – recenzje spektakli, relacje z festiwali teatralnych

2 Replies to “Les 3 Mousquetaires”

  1. Wierzę, że było fantastycznie. 🙂 Swego czasu bardzo lubiłam wszelkie musicale i z podziwu godnym zacięciem oglądałam wszystko od ,,Skrzypka na dachu" i ,,JCSS" w telewizji po ,,Wicked" na żywo. Za każdym razem byłam zachwycona. Jeśli natomiast chodzi o relacje aktorów z publicznością, to nie tylko w Polsce brak tego kontaktu. Byłam na musicalach m.in. w Stuttgarcie i niestety nigdzie nie widziałam zjawiska opisanego przez Ciebie powyżej. A szkoda, bo to naprawdę świetna idea! 🙂

  2. Zazdroszczę "Wicked" na żywo! W Niemczech sytuacja z musicalami jest inna, tam musical wywodzi się z opery, jest czymś "wyższym", nie zawsze dostępnym dla szerokiego grona widzów. We Francji musicale są tworzone z myślą o publiczności i dla niej. Francuzi uwielbiają taką formę widowisk, zresztą nie trzeba być rodowitym mieszkańcem Francji,żeby docenić kunszt musicalu i pracę wkładaną w jego stworzenie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *