Mozart, l’opera-rock. Koncert

Mozart, l’opera rock był trzecim francuskim musicalem, jaki poznałam. Dzieło Oliviera Duhana, wyprodukowane przez duet Attia/Cohen, wystawiano w Paryżu od 2009 roku. Widowisko doczekało się również trasy koncertowej, niestety nie dane mi było obejrzeć go na żywo. Muzyka skomponowana na potrzeby spektaklu przypadła mi do gustu, teksty piosenek zapadły w pamięć, a kilkoro solistów występujących w widowisku do dziś znajduje się na mojej facebookowej liście obserwowanych.


Baner reklamujący koncert na warszawskim Torwarze
Przyzwyczaiłam się już do tego, że dostępność informacji o francuskich musicalach praktycznie w Polsce nie występuje. O ile od czasu do czasu w mediach związanych z teatrem można znaleźć wzmianki o nowych spektaklach wystawianych na West Endzie, czy Broadwayu, o tyle na temat francuskich produkcji nikt nie pisze. Kiedyś mnie to drażniło, teraz omijam „pośredników” i szukając nowych, interesujących francuskich musicali przeszukuję francuskie witryny. Jednak dwa miesiące temu przeżyłam prawdziwy szok. Stojąc na jednej ze stacji warszawskiego metra zobaczyłam reklamę Mozart, l’opera rock. Szybkie mignięcie charakterystycznej grafiki zastąpione reklamą jakiegoś sklepu. Przeczekałam serię kolejnych reklam i ujrzałam afisz informujący o koncertowej wersji widowiska, jaka miała odbyć się 9 kwietnia na warszawskim Torwarze. Wejście na wydarzenie załatwiłam trzy dni później 😃

Koncert nie okazał się komercyjnym sukcesem. Widzowie zgromadzeni w hali nie zdołali wypełnić jej po brzegi. Miałam miejsce idealnie na wprost sceny i byłabym nim zachwycona, gdyby nie drobny mankament. Okazali się nim panowie technicy, których stanowisko znajdowało się pod moim rzędem i którzy kręcili się, sprawdzając jakość oświetlenia. Podobnie jak obsługa Torwaru. Starałam się na nich nie patrzeć, tylko skupić się na koncercie.

Na scenie orkiestra i zespół rockowy, chór, dyrygent, a jak się później okazało – także wokalista. I soliści, wcielający się w postacie znane z musicalu. Tu muszę wspomnieć o największym paradoksie tego koncertu: na żadnej stronie internetowej, na plakatach, na ulotkach, na oficjalnym portalu organizatora koncertu nie zostały podane nazwiska artystów biorących udział w koncercie. Za to wiele osób dało się „złapać” na grafiki prezentujące francuską obsadę. Niestety, to nie byli oni. W obecnej chwili ludzie składają reklamacje do organizatora koncertu za wprowadzenie widzów w błąd. Bilety kosztowały nie mało, a jakość koncertu pozostawiała trochę do życzenia. 

Nie poczułam się jednak oszukana, gdyż posłużyłam się Facebookiem i przed koncertem sprawdziłam profile francuskich artystów, którzy występowali w widowisku przed kilkoma laty(#lifehack). Każdy z nich jest obecnie zajęty innymi projektami, grają w nowych produkcjach, koncertują i żadne z nich nie udostępniało informacji, że weźmie udział w koncercie w Warszawie. Oczywiście szukanie informacji na portalu społecznościowym mogło nie wystarczyć, jednak poznałam specyfikę reklamowania wydarzeń artystycznych i wiem, że jeśli artysta nie chwali się występem na profilu w mediach społecznościowych, to danego koncertu po prostu nie ma (albo nie bierze w nim udziału). Proponuję takie potwierdzanie informacji każdemu, to doprawdy ułatwia podjęcie decyzji o zakupie biletów.

Sam koncert był przyjemny. Do tej pory nie mam pojęcia, kogo słuchałam 😃Czytając komentarze w Internecie powinnam wierzyć, że byli to a)artyści z Ukrainy, b)zespół składający się z artystów ukraińskich i francuskich, c)”wszystko jedno, nie było tragicznie”. 
Podpisuje się pod opcją „c”, choć wolałabym z czystej ciekawości wiedzieć, kogo oklaskiwałam. Kto by to nie był, podczas koncertu soliści wykonali prawie wszystkie piosenki znane z Mozart, l’opera rock. Bawiłam się dobrze, tym bardziej, że kilka miejsc dalej siedziała grupa młodzieży („na oko” z gimnazjum/z liceum), która entuzjastycznie reagowała na każdą piosenkę. Nie sądziłam, że ludzie młodsi o dziesięć lat ode mnie mogą znać ten spektakl. A jednak! Nie powinnam tracić wiary w młode pokolenie wielbicieli francuskich produkcji 🙂

Żal tylko, że po aferze jaką wywołało kilka lat temu w Polsce bezprawne wystawienie „Notre Dame de Paris” w niby koncertowej wersji, sytuacja się powtórzyła. Wprawdzie nie do końca, istnieje bowiem szansa, że producent koncertu ma zgodę właścicieli praw do „Mozarta na jego wystawianie w takiej formie (choć szczerze w to wątpię), nie mniej posługiwanie się wizerunkami oryginalnej obsady spektaklu w celu „zwabienia” publiczności to słabe zagranie. Nie mamy w Polsce szczęścia do francuskich produkcji. Wierzę, że gdyńska wersja „Notre Dame de Paris” odwróci negatywną passę. O samym spektaklu pisałam kilka miesięcy temu tutaj 🙂 

Tymczasem na zakończenie moja ulubiona piosenka pochodząca z widowiska Mozart, l’opera rock – „C’est Bientôt La Fin”. 

Blog o teatrze – recenzje spektakli, relacje z festiwali teatralnych

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *