Czarownice z Salem

„Czarownice z Salem” nie należą do moich ulubionych dramatów. Opisana w nich atmosfera bezmyślnej wiary w działanie szatańskich sił, która kierowała mieszkańcami Salem w 1692 roku, jest dla mnie pozbawiona sensu. Historyczne tło towarzyszące temu procesowi o czary jest mi znane, jednak brak racjonalnych argumentów i niepodważalnych dowodów, które mogłyby świadczyć o winie przynajmniej jednego oskarżonego, wywołuje we mnie niesmak.


Teatr im. Stefana Jaracza "Czarownice z Salem"
Scena zbiorowa. Fot. Magda Hueckel

To nie wszystko. Relacja pomiędzy Elizabeth i John’em Proctor wydaje mi się nieprawdziwa, doklejona do dramatu i przesadnie melodramatyczna. Żałujący zdrady mąż i jego dumna żona ukrywający przed sobą prawdziwe uczucia, irytują mnie do tego stopnia, że zemsta Abigail wydaje mi się adekwatna do poziomu zachowania dwójki bohaterów. Mimo zarzutów odczuwanych wobec „Czarownic z Salem” uwierzyłam, że inscenizacja dramatu przygotowana przez Mariusza Grzegorzka w Teatrze im. Stefana Jaracza w Łodzi będzie równie intrygująca, jak jego poprzednie realizacje prezentowane na tej scenie.

Paulina Walendziak, Agnieszka Więdłocha, Michał Staszczak  na scenie Teatru im. Stefana Jaracza w Łodzi
Paulina Walendziak, Agnieszka Więdłocha, Michał Staszczak
w scenie ze spektaklu. Fot. Magda Hueckel

Cenię styl tego reżysera, zwłaszcza umiejętność opowiadania historii, które wpływają na widzów i zmuszają ich do myślenia. Uwielbiam łączenie estetyk, które początkowo wydają się być niezwiązane ze sobą, lecz w trakcie spektaklu układają się w jedną całość. Doceniam metafizyczną atmosferę, jaką są przesiąknięte przygotowywane przez niego przedstawienia. Mam szacunek do minimalizmu scenografii wykorzystywanej w realizacjach. To przedstawienia Mariusza Grzegorzka sprawiają, że wciąż wierzę w Teatr im. Stefana Jaracza, którego repertuar od dłuższego czasu mi nie odpowiada.

Marek Nędza jako pastor Hale. Fot. Magda Hueckel

Fabuła spektaklu wywołuje wiele emocji, które mogą być odmienne dla każdego widza. Wielu z nich może zgodzić się ze stwierdzeniem, że chcąc ocalić życie ludzie gotowi są kłamać. Tak czyni Abigail Williams (Agnieszka Więdłocha) popierana przez zaprzyjaźnione dziewczęta. Zabawa, chęć doświadczenia swobody stają się zarzewiem oskarżeń o czary, które mogą ściągnąć na nie dotkliwą karę, a nawet wyrok śmierci. W przypływie paniki Abigail wywołuje lawinę kłamstw, która w niedługim czasie pochłania całe Salem. Narastającą histerię obserwują młode oskarżycielki, zafascynowane paranoją, jaką udało im się wywołać. Najsilniejsza z nich, Abigail postanawia zemścić się za krzywdy, jakie spotkały ją w mieście. Wykorzystana, odtrącona i wyśmiana staje się panią życia i śmierci. Trzymając się swojej wersji wydarzeń i dążąc do realizacji przyświecającego jej celu powoli niszczy życie małżeństwa Proctorów.

Ireneusz Czop (John Proctor) i Izabela Dudziak (Marry Warren).
Fot. Magda Hueckel

Choć tekst Millera był odpowiedzią dramatopisarza na politykę makkartyzmu, zaś opisane w nim wydarzenia ukazują konsekwencje bezmyślnych oskarżeń i atmosfery terroru, inscenizacja Mariusza Grzegorzka nie koncentruje się na politycznych aspektach zawartych w dramacie. Dla reżysera istotniejsze jest pytanie o kondycję ludzkiej moralności i sens igrania z cudzym życiem. Przy tym twórca robi to w charakterystyczny dla siebie sposób, wykorzystując cenione przez publiczność chwyty teatralne. „Czarownice z Salem” pełne są symboli, alegorii, nawiązań do różnych dziedzin sztuki, jednak oglądając spektakl nie ma się wrażenia przeładowania inscenizacji, w której najważniejszy pozostaje szacunek do tekstu dramatu.

Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi, "Czarownice z Salem"
Scena zbiorowa. Fot. Magda Hueckel

Podkreśla go scenografia wykorzystana w spektaklu, za którą odpowiedzialny był reżyser. Ruchome platformy w zależności od potrzeb stają się łożem, stołem, trybunami dla przedstawicieli sądu. Scenę otaczają trzy ściany z półprzezroczystych pasów białej tkaniny, na których wyświetlane są projekcje. Nad aktorami rozwieszono baldachim, który opada bądź wznosi się w zależności od natężenia emocji i wzajemnych oskarżeń bohaterów. Wyświetlane obrazy przedstawiają wizerunki Jezusa z różnych epok, a także abstrakcyjne wzory i układy figur. W Salem nikt nie dostrzega obecności Boga, pogrążanie się w atmosferze psychozy i kłamstwach podkreślane są przez projekcję kiełkujących i rozrastających się korzeni.

Agnieszka Więdłocha jako Abigail Williams. Fot. Magda Hueckel

Za kostiumy noszone przez bohaterów spektaklu również odpowiada Mariusz Grzegorzek. Twórca w swoich projektach nawiązał do różnych estetyk i epok, dzięki czemu jego „Czarownice z Salem” wydają się dziać poza konkretnym momentem w czasie. Mają w sobie coś z rytualnych szat, habitów sióstr zakonnych, ze strojów członków Ku Klux Klanu.

Najnowsze przedstawienie Teatru im. Stefana Jaracza w Łodzi to pokaz aktorskich umiejętności. Na pierwszy plan wysuwają się postacie pastorów, Samuela Parrisa (Michał Staszczak) oraz pastora Hale’a (Marek Nędza). Początkowo stojący po tej samej stronie mężczyźni przechodzą transformację. Sceptycznie nastawiony do wiary w czarnoksięstwo Parris rozkoszuje się otrzymaną władzą i okazywanym mu szacunkiem, zaś dręczony wyrzutami sumienia Hale oddala się od wiary przyjmując postawę racjonalizmu i chęci ocalenia niesłusznie oskarżonych. Obaj aktorzy zasługują na uznanie za ukazanie przemian swoich bohaterów, które poprowadzili wykorzystując odmienne formy scenicznego wyrazu. 

Scena zbiorowa. Fot. Magda Hueckel

Postacie kobiece zdominowała Agnieszka Więdłocha, której postać Abigail Williams pociągała za sznurki w intrydze rozgrywającej się w Salem. Nieszczęśliwie zakochana w Johnie, z determinacją wykorzystuje potęgę swoich kłamstw doprowadzając do rozdzielenia małżonków. Obrażona przez mężczyznę na oczach sądu decyduje się doprowadzić zemstę do końca.  Zachowanie Abigail może bulwersować, mnie jednak fascynowało. Dziewczyna, jako jedyna zdawała się dostrzegać zakłamanie mieszkańców Salem i umiejętnie je wykorzystała. Agnieszka Więdłocha stworzyła rolę silnej, młodej i wyzwolonej kobiety, świadomej konsekwencji wszystkich swoich czynów.

Matylda Paszczenko i Ireneusz Czop wcielający się w rolę małżonków Proctor stworzyli postacie bardzo ludzkie, pełne ułomności i skaz.  Jednak relacja tej dwójki już na poziomie tekstowym wydaje mi się źle skonstruowana, nie mogłam pozbyć się takiego poczucia patrząc na jej sceniczne odzwierciedlenie. Rozmowy pełne niedopowiedzeń, bezsilność wyładowywana podczas prac gospodarskich, czy ckliwy moment pożegnania przywodzący na myśl scenę z tandetnego paradokumentalnego serialu nie umożliwiły mi skupić się na aktorskich umiejętnościach artystów. Nie jest to ich wina, ani zarzut w kierunku reżysera. Elizabeth i John Proctor to według mnie najsłabsze ogniwa dramatu Arthura Millera i nic nie można na to poradzić. 

Paulina Walendziak (Betty Parris) i Carine Jokam (Tituba).
Fot. Magda Hueckel

„Czarownice z Salem” nie są spektaklem idealnym. Mogłyby być lepsze bez wstawek w postaci disco polo, cichsza muzyka też nie zaszkodziłaby przedstawieniu. Sceny w sądzie odrobinę się dłużą, zwłaszcza pod koniec drugiego aktu, zaś krzyk i pociąganie nosem w imitacji płaczu nie są jedynymi środkami wyrazu, jakich uczy się ludzi na studiach aktorskich. Mimo to najnowsze przedstawienie Mariusza Grzegorzka ma wysoki poziom. 
Blog o teatrze – recenzje spektakli, relacje z festiwali teatralnych

2 Replies to “Czarownice z Salem”

  1. Spektaklu raczej nie będę miała okazji zobaczyć, ale bardzo zainteresowałaś mnie samym dramatem. Uwielbiam wracać do klasyki i choć szczerze nie cierpię tej formy literackiej, lubię tę tematykę. Dopisuję do listy "koniecznie przeczytać"! 🙂

  2. Tekst dramatu może się podobać, jednak jak napisałam w samej recenzji – bez wątku Proctorów byłby lepszy. "Czarownice z Salem" zostały zekranizowane, zresztą dość dobrze (choć film oglądałam dawno i mój gust mógł się od tego czasu zmienić) w bodajże '94 roku? Film jest do znalezienia w sieci, możesz obejrzeć w wolnej chwili 🙂 Co do spektaklu – zapewne będą go wystawiać długo, tak się dzieje z większością inscenizacji Grzegorzka, więc masz szansę na wizytę w Łodzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *