Trzej Muszkieterowie

Wprawdzie „La La Land” nie dostał Oscara w kategorii „Najlepszy film”, jednak jego popularność  (również w Polsce) jest potwierdzeniem, że ludzie lubią musicale, nie tylko te filmowe. Część polskich teatrów muzycznych może chwalić się wyprzedanymi biletami na swoje najpopularniejsze spektakle nawet z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Nie mówię tutaj o wszystkich instytucjach specjalizujących się w widowiskach musicalowych, jak również nie o każdym wystawianym obecnie nad Wisłą musicalu. Co może być przyczyną popularności musicali? Uważam, że wśród bogactwa teatralnych form i gatunków nie istnieje nic lepszego od musicalu.

 
W minioną sobotę wybrałam się do stolicy Dolnego Śląska. Wrocław powitał mnie wiosenną pogodą, kluczami gęsi lecącymi nad miastem i jednym z lepszych musicali, jakie widziałam. Powiem więcej – „Trzej Muszkieterowie” z Teatru Muzycznego Capitol to najlepszy musical napisany i skomponowany przez polskich twórców. Przedstawienie wystawiane we Wrocławiu od października 2015 roku sprawiło, że odzyskałam wiarę w autorskie, polskie produkcje. Choć lubię spektakle Wojciecha Kościelniaka, jego musicale nie charakteryzują się teksami piosenek, które zapadłyby mi w pamięć. W przypadku „Trzech Muszkieterów” autorstwa Konrada Imiela i Marka Kocota jest zupełnie inaczej.

Tytułowi „Trzej Muszkieterowie”. Fot. materiały teatru

Spektakl jest udaną adaptacją słynnych powieści Aleksandra Dumasa (ojca). Zarówno fani jego twórczości, jak i widzowie nieznający prozy francuskiego autora wychodząc z Capitolu będą zadowoleni. Panowie stworzyli scenariusz musicalu umieszczając w nim najważniejsze wątki pochodzące z literackich „Trzech Muszkieterów” oraz „Dwudziestu lat później”. Ludzie zgromadzeni na widowni na prawie cztery godziny zostają przeniesieni do siedemnastowiecznej Francji, którą włada Ludwik XIII. Obserwują dworskie intrygi, knowania marzącego o władzy kardynała Richelieu i współpracującej z nim niebezpiecznej Milady. Jednak głównymi bohaterami musicalu pozostają królewscy muszkieterowie: Atos, Portos, Aramis i D’Artagnan.

"Trzej Muszkieterowie" spektakl Teatru Muzycznego Capitol
Milady (Justyna Szafran) i Hrabina Winter (Justyna Antoniak).
Fot. materiały teatru


W scenicznej, musicalowej wersji „Trzech Muszkieterów” najbardziej spodobała mi się muzyka i libretto. Za skomponowanie wspaniałych utworów odpowiada Krzesimir Dębski. Jego nazwisko stanowiło dla mnie gwarancję, dzięki której byłam przekonana, że musical będzie mi się podobał. Kompozytorowi należą się gromkie brawa i podziękowania, ponieważ w dźwiękach stworzonych na potrzeby widowiska można się doprawdy zasłuchać. Są w nich wszystkie emocje odczuwane przez bohaterów spektaklu. Za teksty piosenek wykonywanych w musicalu odpowiadają Imiela i Kocot. Udało im się dokonać rzeczy tak rzadko spotykanej w polskim teatrze muzycznym, że prawie uznanej przeze mnie za niemożliwą. Panowie napisali piękne, mądre, zapadające w pamięć teksty piosenek. Obyli się przy tym bez prostych rymów kojarzących mi się wyłącznie z piosenkami disco polo (nic na to nie mogę poradzić). Nie unikali za to twardych, jakże niewdzięcznych spółgłosek i o dziwo! słowo „zarżnąć” da się zaśpiewać. Najwspanialsze jest jednak to, że libretto „Trzech Muszkieterów” zapada w pamięć, zostaje w umyśle widza po jego wyjściu z teatru. We mnie zostało i skłoniło do zakupu płyty z muzyką usłyszaną podczas tego prawie czterogodzinnego widowiska.

Scena zbiorowa. Fot. materiały teatru


Do gustu przypadła mi również scenografia stworzona na potrzeby przedstawienia. Być może nie powinnam w stosunku do niej używać określenia „elegancka”, jednak wykorzystam przysłówek, który przyszedł mi do głowy w chwili gdy kurtyna odsłoniła scenę Capitolu. Elementy dekoracji są funkcjonalne, za pomocą kilku ruchomych platform udało się twórcom wykreować miejsca, w których rozgrywa się akcja spektaklu (a jest ich niemało). Prostota kształtów i oszczędność barw idealnie dopełniały klimat musicalu. Zasada „mniej znaczy więcej” sprawdziła się w „Trzech Muszkieterach” w stu procentach.

Łukasz Wójcik (Ludwik XIII) i Magdalena Wojnarowska (Królowa Anna) na scenie Teatru Muzycznego Capitol
Na pierwszym planie
Łukasz Wójcik (Ludwik XIII) i Magdalena Wojnarowska (Królowa Anna)

Teatr Muzyczny Capitol ma jeden z najlepszych zespołów artystycznych wśród polskich teatrów specjalizujących się w musicalach. Podczas wizyty we wrocławskiej instytucji kultury miałam okazję oglądać artystów etatowych wspieranych przez aktorów współpracujących z Capitolem na potrzeby tego konkretnego spektaklu. Najlepiej wspominam Magdalenę Wojnarowską, która wciela się w postać Anny Austriaczki. Jej duet „Miłość silniejsza niż śmierć” wykonany z Marcinem Januszkiewiczem wzruszył mnie. Mile zapamiętałam Piotra Bondyrę, który śpiewał dobrze i wzbudzał sympatię jako d’Artagnan. Błażej Wójcik, grający moją ulubioną postać – demonicznego kardynała Richelieu, był świetny.

Andrzej Gałła (Pan Bonacieux) i Błażej Wójcik (Karynał Richelieu) w musicalu "Trzej Muszkieterowie"
Andrzej Gałła (Pan Bonacieux) i Błażej Wójcik (Karynał Richelieu).
Fot. materiał teatru


O „Trzech Muszkieterach” mogłabym pisać jeszcze długo, nie zależy mi jednak na stworzeniu eseju. Chciałabym przekonać potencjalnych czytelników do wizyty w Teatrze Muzycznym Capitol. Może planując wyjazd do Wrocławia zdecydujecie się na pójście do teatru? W Polsce jest kilka instytucji kultury, w których można zobaczyć wspaniałe musicale i polubić ten gatunek. Wrocławski Capitol zdecydowanie należy do takich miejsc, jednak przypominam – jeśli już zapragniecie zobaczyć jakieś przedstawienie z jego repertuaru, zarezerwujcie bilety wcześniej.

Ewa Szlempo (Konstancja) i Piotr Bondyra (D'Artagnan)na scenie Teatru Muzycznego Capitol
Ewa Szlempo (Konstancja) i Piotr Bondyra (D’Artagnan). Fot. materiał teatru


Blog o teatrze – recenzje spektakli, relacje z festiwali teatralnych

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *